|
każdy człowiek, w każdej sekundzie decydować musi, kim jest - Stanisław Barańczak
środa, 03 czerwca 2009
Trudno się zmobilizować do jakiejkolwiek aktywności umysłowej, kiedy pogoda na świecie powoduje stany depresyjne, a kiedy nie pada, to jest tak duszno że wydaje się, że myśli w głowie kołaczą sie w sposób niemal fizyczny. Myślę często o Leszku i o jego "połamanym" życiu - dostrzegam jakis zły omen w tym, że nie doszło do naszego spotkania. M powiedziała, że on nawet nie wie jak za nim tęsknimy. Szkoda że nie ma sposobu, by się dowiedział. Nie ma mojego pięknego więc naturalnym biegiem rzeczy nie może być dobrze. Nie można funkcjonować efektywnie, gdy jest obecna tylko jedna połowa z całości.
czwartek, 28 maja 2009
W kontekście mojego obecnego życia jestem wdzięczna: po pierwsze tym, którzy uparcie wbijali mi do głowy ideę definiowania angielskich słówek po angielsku, po drugie - semantykom z nurtu Wierzbickiej, za ideę indefinibiliów i pomysł definiowania znaczeń przy ich pomocy. I tak ogólnie - szczęśliwam... Dzisiejsze -Jaki jest Twój ulubiony kolor? -czerwony - Jesteś komunistką?
*** - (rozmowa o nalewaniu herbaty) no tak, nalewać, naprawiać (is to repair) i jeszcze po..prościć?
*** -(zachęcanie, argumentacja) Jesteś biała, powinnaś iść na plażę - zamiast biała lepiej powiedzieć blada, albo nieopalona - haha, opalona - napalona
poniedziałek, 25 maja 2009
Fotoradary jedak działają, nasz przepiękny samochodzik został uwieczniony, konto puntkowe pięknego rozdziewiczone.. No nie. Nie nalezy się przyzwyczajać do tego że jest milo a dzis.. telefon uprzejma pani - dzien dobry ja - dzień dobry uprzejma pani - czy moge rozmawiać z kims doroslym? ja - niestety nie ma nikogo w tej chwili uprzejma pani - dziekuje, do widzenia
Skoro moje 25 lat to dla niej na tyle malo że nie było slychac przez telefon, to sobie nie pogada...
czwartek, 21 maja 2009
środa, 20 maja 2009
Tworzymy liczbę mnogą -łóżko-dwa łóżka. Idziemy do łóżka is ok? Po czym dowiedziałam się (przy okazji dyktanda o Koperniku), że w Toruniu to przesadzają, no bo wiadomo, wielki astronom... etc, ale żeby jeszcze bloki tak nazywać...
wtorek, 19 maja 2009
Wróciliśmy w niedzielę, wysypałam piasek z butów ale placaka jeszcze nie rozpakowałam. Pilotką jestem kiepską, ale droga powrotna przez Drawsko przebiegła bez zakłóceń. Wydaje się że jakieś wyższe siły były w ten weekend "za nami". W niedzielę przestało padać, zleźliśmy dzięki temu spory kawał plaży (wieczór w Rewalu nie był już taki miły - dość mocno wiało). Nocleg udał się wyśmienicie, choć bez żadnej rezerwacji, "na spontanicznie" i żyłam w strachu ile nas to będzie kosztowało. Kiedy patrzę na te wszystkie zdjęcia, to aż nie wierzę, że to rzeczywiście się zdarzyło. A chłop przez pierwsze kilka chwil marudził, że pewnie jestem zawiedziona, że to tylko jeden weekend. Ee tam
piątek, 15 maja 2009
Tłumaczę na korkach frazeologizmy. Nic nie robi zbyt wielkiego wrażenia, aż do.. mam dwie lewe ręce - "mam dwie lewe ręce" to mniej wiecej tyle, co nie potrafię tego zrobić, możesz powiedzieć np do swojej dziewczyny :lepiej ty ugotuj obiad, ja mam do tego dwie lewe ręce - (szeroki uśmiech) aaa, musisz mi to zapisać. bo ja ciągle gotuję obiady...
wtorek, 12 maja 2009
Co ta samotność robi z człowiekiem, że też wraca do szczeniackich zajęć typu "blogowanie". Mężczyzna mój zostawił mnie samą z poczuciem obowiązku, czterema ścianami i stosem brudnych naczyń. Żyję żywotem pustelniczym - nie zmywam, nie piorę, nie sprzątam, prawie nie wychodzę, śpie o dziwnych godzinach (np o 4 raczej rzadko). Ogólnie rzecz biorąc - wyję do księżyca. I przechodzę samą siebie - nigdy, albo prawie nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się do tego stopnia zapomnieć że jestem rozdygotaną, nieśmiałą sierotką i najzwyczajniej w świecie cieszyć się tym co robię. A co robię (oprócz ślęczenia nad magisterką, co jest nudne i dość popularne) - męczę Alexa polszczyzną. Wprowadzam w tajniki dziwnych zjawisk, także fonetycznych ("wczoraj" jest jeszcze nie do przejścia, ale może będzie lepiej). Rozmawiamy o polskich drogach, pociągach (Alex uwielbia pociągi), dziś chciałam być oryginalna i słuchaliśmy reportażu o pewnej genetycznej chorobie i Alex oczywiście pomylił "rodzić" z "robić" w kontekście "dzieciologicznym" i nie omieszkał skomentować. Tak, robić dzieci to nie problem ;) Prysł nastrój czarownej powagi (miało być o dyskryminacji w życiu codziennym). Ale jestem dumna, komplement powiedział mi w zgodzie z wszelkimi zasadami. Rozdział życia pt "złodziejka i plagiatorka" zamknięty. Tak się przyzwyczaiłam myśleć o sobie w ten sposób, że kiedy ktoś (pewien pracownik naukowy) wyraził się nieco inaczej (do koleżanki), i się o tym dowiedziałam, przepłakałam 2 godziny nad monitorem. Ale fajnie - jej to było potrzebne, cała historia źle podziałała na jej nerwy. Ja sobie poradziłam i poradzę, mam wrażenie nawet że nauczyłam się dzięki temu więcej niż przez całe studia. Najfajniejsze są tylko nietóre słodkie idiotki - "koleżanki" i ich arcyobietywne, "dowcipne" uwagi. Ale to nic. Ktoś dziś powiedział (i miał rację) - życie jest zbyt piękne by przejmować się głupotami. Powinnam teraz pisać magisterkę jak mały perszing. Weeend miał być nasz - wypad nad morze do Pustkowa, potem impreza u kolegi w Gdyni. A tu być może nic z tego - samochód się zepsuł, kolega siedzi w więzieniu.. I moja motywacja również bardzo spadła. Ale będzie lepiej, kiedyś..
wtorek, 27 stycznia 2009
Dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowy. Po 6 latach studiowania doświadczyłam tego, czego doświadczyłam - publicznego oskarżenia o kradzież intelektualną pracy, która była wprawdzie beznadziejna, ale były w niej przypisy. Poziom prowadzonej rozmowy również mnie zachwycił - w imię głośno bronionych "wartości humanistycznych" zrobiono ze mnie dziecko, odbierając prawo do obejrzenia swoich wypocin, w konsekwencji do jakiejkolwiek polemiki. A najciekawsze jest to, że nie czuję się winna, więc widać z tego, że jestem zdemoralizowana na wkroś i brzydzić się mną należy. Amen. Przez moment pomyślałam że rzeczywiście zrobiłam coś złego, jednak po lekturze tekstu w domu widzę że nie.Jedynym moim grzechem była zawarta w tych kilku słowach przeciętność, a nie powinno się pisać przeciętnych prac, bo i tak zbyt wiele drzew ścina się na świecie. Po chwili przyszło mi na myśl że może warto coś wyjaśnić, ale chyba też nie. I tak czuję się coraz bardziej brudna, zażenowana, zszokowana. Powinnam chyba powiedzieć - dużo się nauczyłam, dziękuję.
piątek, 26 grudnia 2008
Święta były wybitnie z gatunku tych "bez". Mimo wszystko, mimo tego że spotykałam całą gromadę ludzi i z niektórymi było mi naprawdę dobrze. U babci Z. było licznie i gwarnie - całe 15 osób, ciotki, kuzynki, mężowie kuzynek, kolejki przy oplatku. A babcia stwierdziła - że miło tak, kiedy wszyscy się zgromadzą, ale jej samej wiele to przypomina - jak dziadek ubierał choinkę, przygotowywał karpia, pomagał przy robieniu ciast. To już 3 święta bez niego, za to przybył nowy człowiek - Mikołaj, w poważnym wieku 2 tygodni. Gdyby tak zatrzymać czas.. U drugiej babci kameralnie - 7 osób przy stole, emocji może trochę za wiele (jak zwykle, kiedy jest za dużo kobiet, i wszystko musi być idealnie). Tu były pierwsze święta bez dziadka, byłyśmy odwiedzić Go w mroźnie Boże Narodzenie. Brakowało mi K, bo to już kolejne święta, kiedy osoba z którą dzielę życie jest gdzieś obok. U K. nieobecną była mama i brat, oboje na emigracji. Nie da się zgromadzić wszystkich, ani pogodzić wszystkich przy świątecznym stole, bo albo nie można, albo za późno. Gdzie tu miejsce na radość? Tradycyjnie i świątecznie rodzice mają ciche dni, więc czytam Konfucjusza, spamuję na forach, prowadzę konwersacje na gygy i zbieram się by odpisać na życzenia. Ale tak mi się nie chce - a może nie mam siły. I wszyscy się dziwią, dlaczego nie spędzamy Sylwestra z K w jakimś wypasionym miejscu, bo to takie trudne - zrozumieć że nie potrzebujemy jeszcze wspomagaczy, wystarczymy sobie sami. |
O autorze
Zakładki:
Czytam
Jeśli chcesz, podpisz listę obecności
Muzyczne miłości
Stamtąd kradnę książki
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||